Chińska Republika Ludowa jest krajem, który obecnie pełni kluczową rolę w światowej produkcji dóbr i produktów, które następnie są eksportowane do innych krajów. Ze względu na potężne możliwości produkcyjne, wysoką liczbę ludności, stosunkowo niski koszt zatrudnienia pracowników oraz znacznie rozbudowany rynek, Chińska Republika Ludowa przez ostatnie dziesięciolecia stała się jednym z najbardziej pożądanych krajów, w których firmy z innych kontynentów chcą lokować swój kapitał..

Od momentu rozpoczęcia reform rynkowych w 1978 roku zapoczątkowanych przez Komunistyczną Partię Chin za rządów Denga Xiaopinga, można było się domyślić, że jeśli reformy przebiegną sprawnie i Chiny rzeczywiście otworzą się na świat, będzie to wielki sukces gospodarczy – zarówno dla samego Państwa Środka, jak też i dla inwestorów z innych krajów. Szansy na sukces można się było spodziewać po historii Chin, która w przeszłości pełniła kluczową rolę w Azji i poza nią, np. poprzez takie przedsięwzięcia jak jedwabny szlak.

Jednak czy Chiny rzeczywiście, poprzez działania swojego rządu oraz globalne zmiany działania rynku, stały się jednym z najważniejszych graczy na rynku światowym oraz czy rzeczywiście otworzyły się na świat?

Czy kilka dziesięcioleci rzeczywiście pozwoliło na wprowadzenie zmian, które pozwoliłyby firmom z krajów trzecich inwestować i wchodzić na rynek chiński bez większych problemów? Jakie trudności i problemy spotykają firmy, które chcą rozszerzyć swoją działalność na rynek chiński? Jakiego rodzaju błędy są notorycznie popełniane, z czego wynikają oraz jak można im zapobiec? Na wszystkie te pytania postaram się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

Podstawowe informacje

Dla uzyskania jak najpełniejszego obrazu dzisiejszej Chińskiej Republiki Ludowej, wypadałoby przytoczyć kilka kluczowych statystyk charakteryzujących ten kraj, rynek oraz obecne trendy, które wpływają na atrakcyjność tego kraju pod względem inwestycji oraz przyszłego rozwoju.

  1. Średnie tempo wzrostu gospodarki ChRL od początku reform z końca lat 70-tych i początku lat 80-tych (z drobnymi wyjątkami, jak np. w roku 1990) wyrażane było liczbami dwucyfrowymi, tj. 10% lub powyżej – aż do 2010 roku (http://www.pekin.msz.gov.pl/pl/wspolpraca_dwustronna/wspolpracagospodarcza/ sytuacja_gospodarcza_chin/). Dla porównania, gospodarka Stanów Zjednoczonych w tym samym okresie nigdy nie odnotowała wzrostu 10% lub powyżej, oscylując w granicach 2-7% w latach 1980-2017.
    (https://pl.tradingeconomics.com/united-states/gdp-growth)
  2. W roku 2010 ChRL wyprzedziła Japonię pod względem nominalnego PKB, zajmując drugie miejsce pod względem PKB na świecie, natomiast już w 2015 roku PKB Chińskiej Republiki Ludowej był już ponad dwa razy wyższy od PKB Japonii. (http://www.pekin.m=z.gov.pl/pl/wspolpraca_dwustronna/wspolpracagospodarcza/sytuacja_gospodarcza_chin/)
    Pomimo faktu że PKB Chin od wielu lat gwałtownie wzrasta rok do roku, w ciągu ostatnich kilku lat da się zauważyć trend zwalniania wzrostu tej gospodarki z ponad 10% w przeszłości do niecałych 7% w roku 2016, przy czym trend ten utrzymuje się już od roku 2010. (http://www.rp.pl/Dane-gospodarcze/170129857-PKB-Chin-w-2016-r–najnizej-od-26-lat.html)]
  3. Polityka gospodarcza opierana jest głównie na tzw. Planach Pięcioletnich, stosowanych od roku 1953, które określają politykę gospodarczą na następne pół dekady. Obecnie mamy do czynienia z planem na lata 2016-2020, który zakłada poziom wzrostu gospodarczego na poziomie 6,5% PKB rocznie, podwojenie dochodu per capita w stosunku do roku 2010. (https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/najnowszy-plan-piecioletni-w-chinach/)
  4. Rząd ChRL w ciągu ostatniej dekady bardzo mocno podkreśla potrzebę inwestycji w technologie komputerowe, tzw. zieloną energię, co pokazuję postępującą zmianę ze stosowanego w przeszłości przemysłu ciężkiego i produkcji na sektor usług i nowoczesnych technologii. Rząd ChRL jest w stanie wydać znaczące ilości środków finansowych na osiągnięcie tych celów, np. poprzez inwestycje w komputery kwantowe (http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/naukowcy-z-chin-tworza-komputer-kwantowy) czy też fakt, że obecnie to właśnie Chiny są największym producentem paneli fotowoltaicznych, znanych lepiej jako panele solarne. (https://www.chinskiraport.pl/blog/clo-na-panele-fotowoltaiczne-z-chin/)
  5. Biorąc pod uwagę całkowitą ilość wymiany handlowej, Chiny są dla Unii Europejskiej drugim największym partnerem biznesowym (za Stanami Zjednoczonymi), natomiast z perspektywy Chin to właśnie Unia Europejska jest głównym kooperantem pod względem wymiany handlowej. (http://ec.europa.eu/trade/policy/countries-and-regions/countries/china/)

Powyższy opis zdaje się jasno ukazywać, że Chiny jak najbardziej stały się światowym potentatem finansowym oraz handlowym, który zdaje się nie mieć większych problemów z nowoczesnymi technologiami, transportem, produkcją różnego rodzaju dóbr oraz efektywnym planowaniem swojego rozwoju. Perspektywa ta zdaje się jednak ulegać zmianie po próbach wejścia na rynek chiński jako firma nie-chińska przez określonych przedsiębiorców, którzy tłumaczą na czym polegają główne problemy z wejściem na jakże atrakcyjny wydawałoby się rynek chiński.

Główne problemy

Standardowym już problemem praktycznie zawsze występującym przy wejściu na rynek innego kraju jest problem z ilością dokumentów oraz pozwoleń wymaganych przez dany kraj. Nie inaczej jest też z Chińską Republiką Ludową. Również tam przedsiębiorcy zdają się narzekać na niedoprecyzowane lub niejasne zwroty używane przez ustawy regulujące określone gałęzie gospodarki; głównym problemem wydaje się być tzw. tajemnica państwowa, której zrozumienie i opis również zmieniały się z biegiem czasu, co również nie ułatwia zrozumienia tematu. Co więcej, interpretacja tego zapisu zależy często od pojedynczego urzędnika, który zajmuje się określoną sprawą, co oznacza, że często decyzja o tym, czy „być czy nie być” na rynku chińskim zależy od humoru urzędnika, nie zaś z jasno i treściwie opisanych zasad.

Dodatkowo każda gałąź przemysłu posiada własne zasady bezpieczeństwa dotyczące wprowadzania towarów na rynek chiński. I tak na przykład, jeśli chcemy wprowadzić na tamtejszy rynek produkt spożywczy, musimy dostosować się nie tylko do zasad narzuconych przez Państwo, ale też do zasad na poziomie lokalnym, które nie zawsze się pokrywają. Sprawy nie ułatwia fakt, że część zasad nie jest publikowana w sieci, co znacznie utrudnia całą procedurę dla kogoś, kto osobiście nie znajduje się w Chinach lub też nie posiada wspólnika w tym kraju, który ze swojej strony mógłby osobiście dopilnować potrzebnych aspektów prawnych i dokumentacyjnych.

W podobnej sytuacji znajdują się firmy z sektora technologii informatycznych i komunikacji. Jeśli jesteśmy firmą, która chce wprowadzić swój towar na rynek chiński, będziemy potrzebować nie jednegoa trzech certyfikatów od niezależnych instytucji, które jasno stwierdzają, że nasz towar jest zgodny z wymogami chińskiego rynku (mowa tu o certyfikatach Network Access License, Radio Type Appoval oraz China Compulsory Certification). Poza szczegółowymi testami niezależnych firm, bardzo często wymagane są dokumenty od chińskich jednostek państwowych, które również zajmują się kontrolą importowanych towarów pod względem ich bezpieczeństwa; istnieją sytuacje, w których testy zewnętrzne są w pełni pomijane, co wymusza na nas jako producentach kolejną fazę oczekiwania, aż następne testy – tym razem jednostek chińskich – zostaną zakończone oraz wydany zostanie odpowiedni certyfikat.

Dalsze kontrowersje

Jeśli posiadamy już wymaganą od nas dokumentację, pojawia się kolejny, tym razem o wiele poważniejszy problem. Zdarza się, że rząd chiński od czasu do czasu poprosi nas, jako producentów określonego produktu z branży informatyczno-telekomunikacyjnej, o ujawnienie kodu źródłowego określonych aplikacji lub też bardziej szczegółowych planów konstrukcji naszego urządzenia. Jeśli powiążemy tak daleko idącą ingerencję państwa w prawo działalności firm prywatnych z faktem, że rząd chiński może jednocześnie chcieć zawłaszczyć sobie część nowoczesnej technologii, mówimy tu już o aktywnym szpiegostwie gospodarczym.

Możemy oczywiście odmówić urzędnikom państwowym tego rodzaju inspekcji, jednak w takim wypadku trzeba liczyć się z tym, że w każdym momencie władze Chińskiej Republiki Ludowej mogą nakazać zaprzestania produkcji i rozpowszechniania produkowanego przez nas towaru na terenie Chin. To z kolei powoduje, że z tytułu wycofania towaru z rynku chińskiego nie będziemy w stanie osiągnąć żadnego rodzaju przychodów pieniężnych, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do poważnych skutków finansowych dla firmy.

Jeżeli jesteśmy firmą logistyczną, która chce wejść na rynek chiński, tutaj też możemy liczyć na liczne, niekoniecznie przyjemne utrudnienia z tym związane. Na mocy prawa, międzynarodowe firmy logistyczne chcące świadczyć swoje usługi na rynku chińskim muszą liczyć się z obowiązkiem uzyskania pozwoleń na swoje działania. W tym przypadku również pojawia się problem rozgraniczenia pomiędzy dokumentami i pozwoleniami ogólnopaństwowymi a zezwoleniem ze strony lokalnych jednostek administracyjnych. Jeśli tego rodzaju pozwolenia wymagane byłyby od firmy chcącej zaistnieć na rynku polskim, mielibyśmy do czynienia z około 20-stoma wnioskami. Sytuacja jednak komplikuje się radykalnie, jeśli mówimy o rynku chińskim – tutaj jest to bowiem ponad 300 tego rodzaju jednostek na obszarze całego kraju, co radykalnie utrudnia możliwość działania na rynku chińskim jako firma logistyczna.

Przy prowadzeniu działalności transgranicznej trzeba się liczyć z dodatkowymi opłatami nakładanymi przez poszczególne podmioty administracyjne w Chinach (mowa tu np. o opłatach nakładanych przez China Inspection and Quarantine Bureau). Dodatkowo trzeba liczyć się ze wzmożonymi kontrolami i inspekcjami ze strony chińskich agencji i urzędów celnych, co może spowodować opóźnienia w transporcie ładunku oraz dodatkowe koszty związane z wystawieniem odpowiedniego rodzaju pozwoleń i certyfikatów po już przeprowadzonej kontroli.

Cenzura

W sytuacji, gdy tworzymy stronę internetową specjalnie dla naszego nowego produktu przeszkodą może stać się chińskie prawo dotyczące ograniczania dostępności internetu dla użytkowników na terenie Chińskiej Republiki Ludowej. Sama cenzura odbywa się w oparciu o Projekt Złotej Tarczy (w języku chińskim jest on oznaczany jako 金盾工程). Projekt ten mówi o tym, że cenzorzy mogą usunąć lub też w pełni zablokować informacje, które uznają za niebezpieczne lub też niechciane przez rząd chiński.

Z tych ograniczeń są natomiast wyjęte są takie jednostki administracyjne jak Hong Kong czy też Makau, i to właśnie z tego powodu wiele firm decyduje się na otwarcie strony internetowej bazującej na adresie z końcówką .hk, która w dalszym ciągu jest jednak prowadzona w języku chińskim. Wskutek konfliktu pomiędzy do niedawna niezależną administracją Hong Kongu a obecnym rządem chińskim, wolność ta może jednak ulec diametralnym zmianom.

 

Problemy wynikające z różnicami językowymi

Pomijając wszystkie możliwe do napotkania problemy, są jednak i zabawne aspekty wejścia na rynek chiński, zwłaszcza przy okazji określonych produktów. Aspekty te mają do czynienia przede wszystkim z różnicami językowymi oraz sposobem brzemienia zachodnich marek, sloganów reklamujących dany produkt lub też bezpośrednio z nie do końca przemyśleniem nazewnictwem określonego produktu. Tłumaczenia te są najczęściej prowadzone z języka angielskiego na język chiński.

  • I tak na przykład znana wszystkim firma Pepsi popełniła błąd w tłumaczeniu na chiński i ze sloganu w oryginale brzmiącego Come alive with the Pepsi generation dostaliśmy po chińsku hasło, który zdecydowanie nie kojarzy się z niczym pozytywnym ani tym bardziej z tym, czego oczekiwali zatrudnieni w marketingu Pepsi pracownicy. Przez uproszczone i niedopilnowane tłumaczenie, Chińczycy mogli przeczytać na reklamach Pepsi hasło, które w uproszczony sposób oznacza „Pepsi sprawi, że Twoi przodkowie ożyją z grobów” (z ang. Pepsi will bring your ancestors back from the dead)
    (http://marketingfaq.net/branding/15-brand-failures-advertising-mistakes-cultural-blunders/).
  • Kolejny przykład, również bardzo dużej, międzynarodowej firmy, znów ukazuje szczególną uwagę, którą należy poświęcić przy tłumaczeniu sloganów reklamowych. Z końcem lat 80-tych, KFC weszło na rynek chiński z tłumaczeniem swojego klasycznego, wszystkim znanego hasła finger-lickin’ good („palce lizać”). Problem w tym, że Chińczycy poprzez niepoprawne tłumaczenie zobaczyli w swoim ojczystym języku slogan „zjedz swoje palce” (Eat your fingers off)
    (http://www.businessnewsdaily.com/5241-international-marketing-fails.html).

Jak widać, wejście na rynek chiński wymaga od każdej firmy chcącej otworzyć swój oddział w Chinach bardzo dużej ilości uwagi i nadzoru nad poprawnością, certyfikacją oraz prezentacją swoich usług oraz produktów, niezależnie od branży. Mamy nadzieję, że przykłady i problemy opisane w tym artykule choć w części pomogą uniknąć możliwych do popełnienia pomyłek.