Co rusz jesteśmy informowani o kolejnym wzroście polskiego eksportu, o kolejnych rekordach w tym zakresie, o osiągniętym i zwiększającym się dodatnim bilansie w handlu zagranicznym.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nieuwzględniających eksportu usług oraz np. towarów będących przedmiotem tranzytu, czy umieszczonych czasowo w składach celnych, w ciągu ostatnich 5 lat, polskie ujemne saldo handlu zagranicznego o wartości 13,8 mld USD, przeobraziło się w wynik dodatni o wartości 4,37 mld USD. Tabela poniżej dobrze obrazuje  ogromny skok polskiego eksportu w ostatnim czasie.

Tabela 1. Polski handel zagraniczny w latach 2012 – 2016 w mld USD

RokImportEksportBilans
2012198,46184,66-13,8
2013208,78206,13-2,64
2014225,88222,33-3,55
2015197,68200,342,66
2016200,67205,044,37
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego

Omówienie wyników – polski eksport

W 2012 r. wyniósł on 184,66 mld USD, podczas gdy import 198,46 mld USD. Dane za 2013 r. wskazywały, że import wyniósł 208,78 mld USD, podczas gdy eksport 206,13 mld USD. Saldo było wówczas ujemne i wyniosło 2,64 mld USD. W 2014 r. eksport stanowił już 222,33 mld USD, jednakże saldo ujemne powiększyło się do wartości 3,55 mld USD.

Przełomowy okazał się rok 2015, kiedy to Polska po raz pierwszy osiągnęła dodatni bilans w handlu zagranicznym, który wyniósł 2,66 mld USD. Nastąpiło to pomimo spadku wartości eksportu, który wyniósł wówczas 200,34 mld USD, przy 197,68 mld USD importu. Dane za 2016 r. przyniosły zwiększenie dodatniego salda do kwoty 4,37 mld USD. Eksport osiągnął wówczas wartość 205,04 mld USD, a import 200,67 mld USD. I choć ten wynik z 2016 r. nie przebił rekordowego 2014 r., ani nawet rezultatu z 2013 r., to w ogólnym rozrachunku pozwolił na zanotowanie rekordowego dodatniego bilansu handlowego.

Tyle wskazują dane statystyczne. Na pierwszy rzut oka można dostrzec wyhamowanie eksportu w ostatnich latach w stosunku do 2014 r., a z drugiej strony również zmniejszony import produktów z zagranicy.

Jaki jest jednak prawdziwy obraz polskiego eksportu?

Choć te dane odzwierciedlają wartości polskiego eksportu, to należy na nie patrzeć z rezerwą. To tak samo jak z anegdotą sprzed wielu lat, gdy firma z branży obuwniczej wysłała do krajów zacofanych swoich przedstawicieli, aby przebadali rynek pod kątem dostaw swoich produktów. Jak w takiej sytuacji bywa, ile osób tyle opinii. Pierwsza z osób stwierdziła, że jest to fantastyczny rynek dla firmy, ponieważ nikt tam nie nosi obuwia, a zatem jest ogromne pole do zagospodarowania. Druga natomiast absolutnie podważyła sens takiej ekspansji, ponieważ … nikt w tych krajach nie nosi obuwia, zatem nie będzie odbiorców.

Tak samo jest z oceną eksportu. Dostępne są dane statystyczne, jednak ich właściwa interpretacja może pomóc w realnej ocenie sytuacji w polskim handlu zagranicznym.

Spojrzenie pierwsze

Pierwsza kwestia, obserwowany w ostatnich latach spadek wartości eksportu w USD niekoniecznie oznacza realny spadek eksportu. Ma to bowiem związek z wahaniami kursowymi USD – EUR, a to przecież w walucie EUR rozliczana jest zdecydowana większość polskich transakcji międzynarodowych (największy eksport ma miejsce do krajów Unii Europejskiej). Spadek wartości USD względem EUR spowodował obniżenie wartości wymiany handlowej w USD.

Spojrzenie drugie

Druga kwestia, gdy jednak zagłębimy się w dane ilościowe, należy wziąć pod uwagę także dane jakościowe, czyli ile jest rzeczywiście „eksportu w eksporcie”. Nie jest tajemnicą, że Polska stała się wielką montownią Europy. To tutaj duże koncerny realizują swoje prace ze względu m.in. na tańszą siłę roboczą.

Globalny łańcuch wartości powoduje, że wiele towarów wysoko przetworzonych produkowanych jest w rzeczywistości w wielu krajach (komponenty pochodzą z różnych krajów), a nie wyłącznie w jednym. Przykład z motoryzacji, fabryka Toyoty z Wałbrzycha produkuje silniki i skrzynie biegów, które następnie dostarczane są do zakładów koncernu w Czechach, gdzie produkowane są gotowe modele samochodów. Natomiast według danych Opla, wartościowy udział części pochodzących z Polski w samochodzie Opel Astra IV Hatchback z polskim silnikiem produkowanym w Gliwicach wynosi 50%. Pozostałe komponenty pochodzą z innych krajów, a w Polsce są one tylko składane w całość.

Okazuje się zatem, że polskie firmy, aby wyeksportować swoje produkty, niejednokrotnie same wcześniej importują ich elementy, np. z Chin. Zatem rzeczywisty eksport produktów z komponentów wytworzonych w Polsce jest na znacząco niższym poziomie.

Prawdziwy Polski eksport powinien być zatem weryfikowany wyłącznie na podstawie produktów w całości wytworzonych nad Wisłą i pochodzących z komponentów wytworzonych w Polsce.

Spojrzenie trzecie

Największym partnerem handlowym Polski i największym odbiorcą produktów polskich firm są Niemcy. Generują one ok. 30% wartości polskiego eksportu. I tutaj dochodzimy do kolejnego mitu. Zasadniczo bowiem, polskie firmy niejednokrotnie dostarczają komponenty, które tworzą produkty wytwarzane w Niemczech. Co więcej, bywa również tak, że polskie firmy są podwykonawcami dostarczającymi wyroby, które w dalszej kolejności już pod marką firmy niemieckiej są eksportowane do kolejnych krajów.

Zatem bezpośrednio, polskie produkty trafiają do Niemiec, natomiast ich miejscem docelowym bywają inne rynki, także pozaunijne. Gdyby przeanalizować dokładnie te rynki ostateczne, obraz polskiego eksportu zapewne byłby nieco inny i pozycja Niemiec mogłaby nie być aż tak dominująca.

Spojrzenie czwarte

Po czwarte, przyjmuje się, że za polski eksport w ok. 2/3 odpowiedzialne są podmioty zagraniczne posiadające swoje spółki w Polsce. Ze względu na swoje zasoby i potencjał, ale także dogodne warunki do inwestowania oraz tańszą siłę roboczą, są w stanie wytwarzać tutaj znaczące ilości produktów z ich przeznaczeniem na rynki zagraniczne.
Według danych Eurostat, w tym roku dwa na trzy nowoutworzone stanowiska pracy przy produkcji w całej Unii Europejskiej powstały w Polsce. To tylko ponownie potwierdza fakt Polski jako największej montowni w Europie i podważa mocną pozycję całkowicie polskiego eksportu.

Spojrzenie piąte

W ostatnich miesiącach ówczesny Minister Rozwoju a obecny Premier RP Mateusz Morawiecki ogłosił, że dane o polskim eksporcie były we wcześniejszych latach zawyżone w skutek fikcyjnego eksportu towarów związanego z wyłudzeniami VAT.

Świadczy o tym fakt, że w danych agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych UN Comtrade (organizacja analizuje wyniki handlu międzynarodowego na podstawie danych krajowych urzędów statystycznych), znajdują się rozbieżności pomiędzy zadeklarowanymi wartościami eksportu z danego kraju do drugiego państwa, a danymi dotyczące importu w drugim państwie wyrobów z kraju pierwszego. Mówiąc konkretniej, wartość polskiego eksportu w ostatnich latach była wyższa aniżeli wartość zadeklarowanego importu w krajach partnerskich.

Spojrzenie szóste

Przeprowadzona przeze mnie analiza zachodniopomorskiego eksportu w 2015 r. wykazała, że wśród pięciu najważniejszych pozaeuropejskich rynków docelowych zachodniopomorskiego eksportu znalazły się Bahamy, Liberia, Antigua i Barbuda. Kraje te przodują w imporcie obiektów pływających, jak statki. Jak wiadomo, polscy armatorzy rejestrują statki pod obcymi, tanimi banderami, jak np. właśnie Bahamy czy Antigua, a w Europie Malta czy Cypr. Każdy statek jest rejestrowany w odrębnej spółce.

Przykładowo, jak wynika z dokumentów Bahamas Leaks, Polska Żegluga Morska będąca największym polskim armatorem całą swoją flotę w liczbie 59 statków posiadała zarejestrowaną poza krajem. Stąd też może wynikać wiodąca lokata wskazanych krajów w imporcie polskich jednostek pływających.

Jeszcze jedna uwaga

Eksport nie zależy tylko od nas. Wpływ na niego ma globalna gospodarka. Przykładowo, jeżeli sytuacja gospodarcza w Niemczech się pogorszy, wówczas może nastąpić spadek eksportu do tego kraju. Będą to zatem czynniki niezależne od polskich przedsiębiorców, a skutkować mogą zmniejszeniem wartości polskiego eksportu.

Przykładów świadczących o wieloczynnikowości polskiego eksportu można wymienić jeszcze bardzo dużo. Dlatego też weryfikując dane eksportowe warto czasem spojrzeć na nie nieco szerzej i bardziej krytycznie.